Wiem, że to jest dla Ciebie bardzo trudne, ale ja już po prostu nie mogłam tak dlużej... Nie dawałam już sobie rady ze stresem i tym wszystkim... Pewnie zastanawiasz się o co chodzi. Nawet teraz nie mogę wyjawić Ci prawdy... Przepraszam... Dobrze wiem, że chcesz wiedzieć o co chodzi, ale nie mogę.
Proszę nie obwiniaj się za nic. To nie Twoja wina. Nie zrób nic głupiego. Mimo, że mnie już nie będzie musisz dalej żyć. Wierzę, że dasz sobie radę sama. Nie wolno Ci wątpić w siebie. Jesteś bardzo silną i dojrzałą dziewczyną. Na pewno sobie poradzisz.
Niestety nie możesz zostać w Łodzi. Musisz się przeprowadzić do Warszawy. To dla Twojego bezpieczeństwa. O mieszkanie się nie martw. Wszystko jest już załatwione. Resztę wytłumaczy Ci Marcel. Nie znasz go, ale to bardzo dobry chłopak. Na pewno Ci pomoże. Jak będziesz gotowa do przeprowadzki skontaktuj się z nim. Numer masz na drugiej kartce.
Mam nadzieję, że nie masz do mnie urazy za to co zrobiłam, musiałam. Nie było innego wyjścia.
Dbaj o siebie i uważaj. Pamiętaj, że bardzo Cię kocham,
Ciotka Alina.
Ona to planowała. Już dawno chciała to zrobić. Dlaczego...
3 dni później:
Siedzę w autobusie, mam słuchawki na uszach i nie mam pojęcia co będzie ze mną dalej. Skontaktowałam się z tym całym Mrcelem. Mam obawy czy na pewno go rozpoznam. Widziałam jego zdjęcia na Facebooku, ale i tak nie jestem pewna. Mam nadzieję, że nie okaże się jakimś zboczeńcem... W sumie ciocia pisała o nim dobrze. Gdyby miał coś nie po kolei w głowie nie chciałaby żeby się mną ,,opiekował".
Moje rozmyślania przerwał jakichś chłopak, który mnie szturnął.
-Wszystko ok?-zapytał, a ja dopiero się zorientowałam, że po moich policzkach spływają łzy.
Otarłam się szybko rękawem i odpowiedziałam:
-Tak jasne...
-A mi się wydaje, że coś jest nie. Mogę tu usiąść?
Kiwnęłam twierdząco głową i odwróciłam się do okna busu. Trochę to dziwne, że człowiek, którego widzę pierwszy raz interesuje się co może mi być. Jednak wszyscy nie są tacy zapatrzeni w siebie.
-Tak wogóle Mateusz jestem-powiedział-a Ty?
-Jagoda-odparłam prawie szepcząc.
-To powiesz mi co się stało?-dociekał.
Przed moimi oczami znowu ukazała się ciotka, która leżała bez żadnego znaku życia na kanapie. Skrzywiłam się. Nie mogę sobie poradzić z emocjami. Nie daję rady. Na szczęście Szymek wraca za miesiąc. Obiecał mi, że niedługo będzie przy mnie. Brakuje mi go bardzo. Tylko dla niego jeszcze jestem wśród żywych.
-Ej... Nie płacz-powiedział i mnie przytulił.
Nie zastanawiałam się nad tym, że go nie znam. Potrzebowałam takiego gestu. Poczułam się jakbym była w ramionach Szymona. Pierwszy raz od kilku dni czułam się dobrze i bezpiecznie.
Jak udało mi się uspokoić wyrażaliłam się chłopakowi. Słuchał uważnie i nie przerywał mojego opowiadania. W jego oczach łatwo było dostrzec współczucie.
Nie czułam się skrępowana tym, że wokół nas jest dużo ludzi. Nikt mnie nie słuchał, a jeśli nawet to mnie nie znał. Niech myśli sobie co chce. Nie obchodziło mnie to, że ktoś może podejść i wyśmiać mnie. Jestem bardzo uczuciowa i przeżywam wszystko, ale nie to, że człowiek, którego nie znam ocenia mnie. To w ogóle nie ma sensu.
Jak ktoś usłyszy strzępki rozmowy to zaraz ,,wie" jaki jesteś. Najwięcej do powiedzenia mają ci, którzy wiedzą najmniej. Z taką osobą nie da się prowadzić poważnej rozmowy...
Kiedy byliśmy już pod Warszawą okazało się, że Mati wysiada na tym samym przystanku co ja. Odwiedzał rodzinę, której nie znosi i wraca na swoje. Nie rozumiem jak można mieć taki stosunek do rodziców. Być może to dlatego, że całe życie wychowywałam się bez nich...
Jest 2 lata starszy odemnie, czyli ma 20 lat. Nadal się uczy i chce zostać fotografem. Jest pokłucony z rodziną, bo oni nie popierają jego pasji. Mimo wszystko wynajmują mu mieszkanie, a on co jakiś czas do nich przyjeżdża.
Wydaje mi się, że mogłabym się z nim nawet zaprzyjaźnić. To naprawdę fajny chłopak. Jak poprosił mnie o numer telefonu, na początku się zawachałam, ale w końcu uległam.
W końcu byliśmy na miejscu. Wysiadłam z busa i wypatrywałam Marcela.
❤❤❤
Hej Kaczorki! ;3
Dawno nie było rozdziału :/
Neistety miałam sporo zajęć :(
Żeby to Wam jakoś wynagrodzić macie taki trochę dłuższy rozdział (=