-Kochanie, muszę spadać. Przydałoby się spakować, bo nie wiem czy pamiętasz, ale jutro wracam do ciebie-odpadł blondyn, którego widziałam na monitorze komputera.
-Myślisz, że bym zapomniała?! Od tygodni czekam na ten dzień!
-No to do jutra mała, kocham Cię-powiedział Szymek i pomachał do kamerki.
-Ja Ciebie też kocham, pa-odmachałam szczerząc się od ucha do ucha.
Nic nie było mi w stanie zepsuć humoru. Krzątałam się po domu, sprzątając i tańcząc w rytm muzyki oraz podśpiewując pod nosem. Praktycznie wszystko było dopięte na ostatni guzik. Przez ostatni czas nie miałam zbyt dużo rzeczy do roboty, więc powoli przygotowywałam się do świąt. Do szkoły wracam dopiero w lutym, na drugie półrocze. Nie ukrywam, że trochę się obawiam, ale co będzie to będzie. Najważniejsze jest to, że Szymek wraca i będzie ze mną mieszkać! Tak się cieszę! Do Łodzi wróci tylko na kilka dni, ale jeszcze nie wiem czy pojadę z nim. Chyba nie jestem jeszcze gotowa na te wszystkie wspomnienia...
***
Na lotnisku byłam godzinę wcześniej przed czasem, kiedy miał przylecieć samolot, którym wracał Szymon. Nie mogłam usiedzieć w domu ani chwili dłużej. Marcel uparł się, że mnie podwiezie. Miał mnie tylko zawieźć na te lotnisko i od razu jechać do rodziny, jednak stwierdził, że poczeka ze mną, bo bym się zanudziła. Wygłupialiśmy się trochę i czas zleciał w trymiga.
Celek próbując naśladować ruch taneczny Michaela Jacksona i niechcący potrącił pracownika lotniska, który przewoził bagaże. Usiłowałam powstrzymać się od śmiechu, ale kiedy zobaczyłam minę jakiejś starszej kobiety, która akurat przechodziła nie wytrzymałam. Śmiałam się na cały głos i wszyscy, którzy do tej pory obserwowali zderzenie wózka i Marcela, patrzyli się na mnie.
Ta kobieta podeszła do Celka, kiedy skończył pomagać zbierać bagaże, które spadły na ziemię i zaczął się wykład.
-Chłopcze, mogłeś komuś zrobić krzywdę! Czy ty posiadasz mózg?! To takie śmieszne, że prawie doszło do tragedii?! Czego rechoczesz?!
Zrobiłam się czerwona jak burak i śmiałam się bezgłośnie. Miałam wrażenie, że zaraz się uduszę.
Kiedy udało mi się jakimś cudem uspokoić zauważyłam, że samolot że Stanów powinien już przylecieć. Wpatrywałam, więc go przez okno. Gdy go wreszcie zobaczyłam zaczęłam skakać z radości. Spojrzałam w stronę Marcela, który już dawno miał pojechać. Uśmiechnął się do mnie i powiedział:
-Pa, mała, jak coś to dzwoń.
Pokiwałam głową i pomachałam mu na pożegnanie. Mój wzrok znowu powędrował na samolot. Coś było nie tak, ale w tamtej chwili ekscytowałam się tym, że zaraz przytulę mojego chłopaka. Maszyna nagle zaczęła gwałtownie się obniżać. Serce stanęło mi w momencie, gdy dziób zetknął się z ziemią. Zobaczyłam ogromny wybuch i kilka sekund później nieposkromione tumany ognia, które zajmowały latadełko. Upadłam na kolana i oparłam głowę o szybę. Z mojego gardła wydobywał się krzyk. Cały czas nieświadomie powtarzałam ,,Nie, nie, nie, nie, nie! Nie!" Przed oczami cały czas miałam wybuch i samolot skierowany dziobem do ziemi. Niemiłosiernie bałam się, iż właśnie zobaczyłam śmierć ukochanego. Nie byłam w stanie się opanować. Waliłam we wszystko pięściami. Marcel cały czas tam był ze mną. Przytulał mnie mimo, że go odpychałam. Nie wiem czemu to robiłam.