piątek, 4 marca 2016

3. Gleba

-Co jak go nie będzie? Sama będę musiała znaleźć to mieszkanie? Przecież w Wawie byłam tylko ze 3/4 razy. Nie ogarniam tego miasta! Na pewno się zgubię! Ktoś mnie napadnie jeszcze-takie myśli chodziły mi po głowie. Jednym słowem panika. Nie wiem czemu tak mam... Czy ja nie umiem myśleć pozytywnie?! Spokojnie! Na pewno będzie! Przynajmniej tak sobie wmawiam.
 Wysiadłam z autokaru. Za mną był chłopak, którego poznałam tego dnia-Mateusz. W sumie... W ostateczności może by mi pomógł?
-Cześć-uśmiechnął się do mnie brunet, którego z kądś kojarzyłam-Jagoda, tak?
Jednak. Przyszedł. O tyle dobrze. Nie będę musiała się włuczyć w poszukiwaniu domu.
-Hej, tak-odwzajemniłam uśmiech.
-To ja spadam, pa mała-odparł Mati i pocałował mnie w policzek. Zdziwiło mnie to. Nie żebym miała coś przeciwko, ale tak trochę dziwnie... Poznaliśmy się 2 godziny temu, a on mnie już całuje. Co prawda w policzek... Może to ja po prostu jestem dziwna...?
-Chodź, zaprowadzę cię do mieszkania, które wynajęła...-zawachał się. Chyba nie chciał mi sprawić przykrości na wspomnienie o ostatnich wydarzeniach.
-Moja ciocia-dokończyłam i na mojej twarzy pojawił się sztuczny uśmiech. Miałam ogromną nadzieję, że nie będzie chciał o niej gadać. Nie potrafiłam... Nie chciałam tego robić... Było za wcześnie.
-Chłopak?-wyrwał mnie z przemyśleń mój towarzysz.
-Ale co?-powiedziałam zdezorientowana.
-Ten, z którym wyszłaś z busa. Wiesz...
-A! Tak... To znaczy nie!-zaczerwieniłam się. O czym ja w ogóle myślę?! Może Mateusz jest i przystojny, ale mam chłopaka, który jest za granicą, tak? On jest dla ciebie najważniejszy! Matiego nawet nie znasz!
-Ymm... Czyli NIC was nie łączy?-zapytał, kładąc szczególny nacisk na ,,nic".
-Nic. Szczerze mówiąc to dopiero go poznałam.
-To tu-zmienił temat wysoki brunet. Naprawdę blisko od przystanku. Weszliśmy do budynku. Właściwie to ja szłam za nim, bo najwyraźniej wiedział, które to mieszkanie.
-Masz-podał mi klucze, którymi bawił się pół drogi i wskazał palcem na drzwi znajdujące się na drugim piętrze. Sprawnie wsunęłam je w zamek i przekręciłam. Weszłam do środka... I moje nowe życie się zaczęło. Może nie od razu takie nowe, ale chyba wiadomo o co chodzi. Mam tylko nadzieję, że teraz pójdzie wszystko dobrze, a nie tak jak do tej pory.
 Na wprost od drzwi była niewielka kuchnia, oddzielona od salonu ścianką. Dominowała czerń i biel. Ciemna kanapa, a przed nią identycznego koloru stolik. Nieopodal stał telewizor, ale chyba mi się nie przyda, bo wolę korzystać z internetu.
-Tam jest sypialnia, a tam toaleta-wskazał palcem-Mam nadzieję, że ci się podoba.
-Tak, jest wspa...-przetrwałam, bo wyrżnęłam się i leżałam jak długa.
-No to super! Co sobie o mnie pomyślał Marcel... Pewnie, że nie umiem chodzić-pomyślałam i poczułam coś mokrego oraz syknęłam z bólu. Coś wbiło mi się w rękę.
-Nic ci nie jest?-zaniepokoił się chłopak-Jaki ja jestem głupi! Zostawiłem otwarte okno i wazon przewróciło... Pokarz to.
-Nie jesteś, każdemu się mogło zdarzyć. Ja jestem nie dość, że zdolna do wszystkiego, to jeszcze ślepa...
-To moja wina, czekaj-pomógł mi wstać i poszedł w stronę łazienki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz