Warszawa... Nigdy bym nie pomyślała, że nagle z Łodzi przeniosę się właśnie tu. Jakoś stolica specjalnie do mnie nie przemawiała, ale nie jest tak źle jak mogłoby się wydawać. Nawet już się przyzwyczaiłam. Póki co nie jestem w stanie sama gdzieś wychodzić. Po prostu mam jakiś lęk, że ktoś może mnie napaść, albo coś z tych rzeczy. Jednak to jest mało możliwe, bo mieszkam w spokojnej dzielnicy. Marcel mieszka w tym samym budynku co ja, więc w każdej chwili mogę liczyć na jego pomoc. Zresztą i tak przesiaduje u mnie prawie całe dnie. Jak to on stwierdził chce żebym czuła się w pełni bezpieczna. Obiecał to mojej cioci. Chłopak chodzi na wykłady i ponoć dorabia. Tylko nie wiem kiedy on ma czas na naukę. Mniejsza z tym. Dziś zdarzyło się coś czego bardzo chciałam uniknąć... Starałam się bardzo, ale niestety nie udało się... Zdawałam sobie sprawę z tego, że kiedyś ta rozmowa musi nadejść, ale nie chciałam, aby to nastąpiło tak szybko.
-Opowiesz mi wreszcie coś więcej o sobie?-zapytał kolejny raz Marcel-I dziś mi się nawet nie wykręcaj. Tyle czasu już czekam a Ty spryciulo zawsze znajdziesz wymówkę.
-2 tygodnie to tak dużo? Myślałam, że dużo czasu to jest co najmniej kilka miesięcy, albo parę lat.
-Co to to nie! Tym razem nie zmienisz tematu! Chyba już wiesz, że jestem bardzo niecierpliwy?-bardziej stwierdził niż zapytał.
-Nie znoszę wścibskich ludzi- pomyślałam biorąc herbatę z kuchennego stołu i kierując się w stronę salonu. Muszę przyznać, że bardzo polubiłam to mieszkanie.
-Opowiesz?-odparł blagalnym głosem Marcel i usadowił się obok mnie na kanapie. Wydał mi się nawet słodki. Czasem jego zachowanie mnie denerwuje, ale bywa też tak, że jest całkiem znośny. Może to wydać się trochę dziwne, ale mu ufam. Nie znoszę jak się mi nachalnie przygląda, ale mu ufam. Jest w nim coś takiego, że od razu się go lubi i rozmawia się z nim jakby znało się go przynajmniej parę dobrych lat. Niektórzy po prostu tacy są. Właśnie do tej grupy należy ciemnooki brunet, który spędza ze mną każdą wolną chwilę. Jak dla mnie to jest dziwne. Nigdy nikt nie był na każde moje zawołanie. Nawet Szymon. On chodził swoimi drogami. Nigdy jakoś specjalnie nie informował mnie czy wieczór zamierza spędzić sam, z kumplami czy ze mną. Wszystko wychodziło w praniu. Uwielbiałam spontaniczne wypady za miasto. Szczególnie te nad jezioro. Pamiętam jak raz Szymon chciał mnie sprawdzić i zanurkował, a ja myślałam, że się utopił i usilnie szukałam go pod wodą. Omało sama się nie zachłysnęłam. Kiedy wreszcie znudziło mu się siedzenie w głębi jeziora wypłynął na powierzchnię i wystraszył mnie tak, że myślałam, iż dostanę zawału. Na wynagrodzenie całej sytuacji pocałował mnie długo i namiętnie oraz zabrał na lody. Miło powspominać ten fajny czas. Chociaż w tamtej chwili nie było mi do śmiechu. Byłam bliska załamania, a co dopiero teraz? Kiedy straciłam ciotkę, a Szymek był w Stanach? Tak daleko.... Sama jeszcze nie wiem dlaczego. Obiecywał, że wyjaśni mi wszystko kiedy wróci. To już niedługo. Za równe 3 tygodnie. Jednak trochę się przedłużyło. Mam nadzieję, że jeśli jeszcze raz zmieni się termin jego przyjazdu to nastąpi to szybko. Tak bardzo chciałabym, aby był już w Polsce.... Najchętniej sama bym do niego poleciała, ale nie mam tyle kasy...
-Ej! Nie błądź myślami po niebie! Brzydko dziś-roześmiał się Marcel-Wracaj na ziemię i opowiadaj o sobie wszystko. Możesz pominąć czasy... No wiesz... Ze swoimi rodzicami, bo o tym wiem chyba już wszystko... Przepraszam jeśli Cię uraziłem... Nie chciałem za bardzo poruszać tego tematu. Może po prostu zapomnijmy o tym? Co? No nie smutaj noo-przytulił mnie mocno. Tak bardzo po mnie widać, że mega dołują mnje rodzice?!
-Mała... Wiem, że cię to strasznie boli, że zostawili Cię, że odeszli. Tylko mi się nie rozpłacz jeszcze!-znowu się zaśmiał. Tym razem dołączyłam do niego, ale nie z tego samego powodu. Jak mam mu opowiadać o swoim całym życiu przed przyjazdem do Wawy to nie ma bata żebym nie ryczała! Za dużo się działo...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz